Z ŻYCIA NIESERIALOWEGO PRAWNIKA

Seriale o prawnikach a rzeczywistość

O tym jak wygląda w rzeczywistości to, co tak pięknie jest przedstawiane w serialach​ telewizyjnych.

seriale o prawnikach

Zdjęcie z Pixabay

Seriale kontra rzeczywistość

O życiu prawników seriali było już całe mnóstwo. Ich oglądalność była bardzo wysoka. Wielu osobom spodobał się prezentowany w nich styl życia. Ta nonszalancja, gruboskórność głównego aktora, bezpośredniość i twarde słownictwo. 

Prawnik musi być wygadany i nie da sobie w kaszę dmuchać, choćby nie wiadomo co. Miejsce pracy prawnika, może i czasem przypomina trochę plan filmowy. Ale głównie są to jednak dość urzędowe miejsca tj. sądy, areszty, placówki pocztowe i kancelarie prawne. 

W serialach dominują zaś restauracje, bary, luksusowe mieszkania, domy i auta. W zasadzie trudno w tych serialach dojrzeć, kiedy Ci prawnicy wogóle znajdują czas na pracę zawodową, oprócz tego, że czasem pojawiają się w sądzie, by można było podziwiać ich w jakichś spektakularnych sytuacjach np. kiedy nagle, nie wiadomo z jakich powodów, podsądny przyznaje się do winy, tak sam z siebie, co w rzeczywistości jest zjawiskiem raczej nie spotykanym.

Nie pokazano także w żadnym z tych seriali tego, co zapewne dla przeciętnego widza byłoby po prostu nudne. Nie ma więc nic o przebiegu rozliczeń, o tym jak w rzeczywistości wyglądają realia pracy w sądach i jaki faktycznie mają przebieg rozprawy sądowe. Nie odkryje się więc Ameryki wyciągając wniosek, że seriale te mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. 

Choć bardzo często mam wrażenie, że gdyby jednak nakręcić krótki film z rzeczywistości i przyspieszyć akcję, to film taki mógłby stać się prawdziwym hitem, bo nie jednej osobie otwierałyby się oczy ze zdziwienia - jak to możliwe? A inni znowu pękaliby ze śmiechu lub byli zszokowani, tym co widzą. Jest więc jeszcze duży ukryty potencjał - z całą pewnością np. dla reżysera pokroju Pana Wojciecha Smarzowskiego.

Owszem zawód prawnika jest bardzo ciekawy i zdarza się tu wiele zaskakujących sytuacji, czasem ekstremalnych. To wolny zawód i z całą pewnością słowo "wolny" jest tu bardzo błędnie rozumiane. Z wolnością w wykonywaniu pracy, czy wolnym stylem życia, ma to bowiem niewiele wspólnego. Czasem nawet dosłownie, bowiem prawnicy bardzo często goszczą w aresztach i zakładach karnych, gdzie muszą udać się co jakiś czas, by mieć kontakt ze swoimi klientami. 

W niektórych procesach karnych takie wizyty, związane mogą być z innymi czynnościami służbowymi np. przesłuchaniem lub posiedzeniami. W swojej praktyce zdarzyło mi się kilka razy, że spędziłem w takiej "prawie celi" z 5 lub 6 godzin wraz z prokuratorem, co mogło stwarzać wrażenie, jakbyśmy tam odbywali jakąś karę pozbawienia wolności. Może to do złudzenia przypominać jakieś rytualne pobyty u mnichów w klasztorach, proces sprzyjający dogłębnemu przemyśleniu własnego życia, własnych decyzji i spraw. A opuszczenie murów jest wówczas rzeczywiście przyjemnym uczuciem. To kolejny powód, by można było być wdzięcznym za wykonywanie tego właśnie zawodu.

Film akcji, czy akcja - ale nie w filmie

W tym zawodzie nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać. Bywały przeróżne sytuacje, na które trzeba było niezwłocznie reagować, co dawało poczucie, że jest się właśnie głównym aktorem w jakimś filmie. 

Przykładowo raz powstała konieczność ustalenia danych osobowych członków rodziny klienta, zaś ten był za granicą i danych tych nie znał (bo to bardzo odległe lata, i rodzina też dalsza). Gdy w urzędzie rozkładano ręce i powtarzano wciąż, że bez choćby imion i nazwisk oraz daty urodzenia lub zgonu, nic się nie da zrobić, nie było wyjścia, trzeba było te dane jakoś ustalić. Tak się składa, że tuż obok urzędu był cmentarz a dane dotyczyły spadkodawców, czyli osób już nie żyjących dawno temu. Więc koncepcja była tylko jedna i oczywista. Trzeba było przeszukać cały cmentarz osobiście i od razu. Miejscowość niby nie duża, ale jednak cmentarz stary, to i grobów kilkaset. Trzeba było przyjąć jakiś system sprawdzania. Pocieszała myśl, że przecież spacer zawsze można sobie zrobić. Potem spacer ten przerodził się w lekki sprint, bo skanowanie nagrobków uaktywniło jakiegoś lokalnego kundla, który ruszył za mną w pogoń, a mój czas był ograniczony godzinami działania urzędu. Grabarza próżno było szukać, bo pewnie gdzieś człowiek się resetował przy flaszce. 

Finalnie wszystko zakończyło się powodzeniem, choć pominę może ten przykry fakt, że oczywiście udało mi się znaleźć grób rodziny klienta dopiero na samym końcu, gdy już w zasadzie miałem rezygnować z dalszych poszukiwań, z przekonaniem, że tego grobu tu nie ma i sprawa utknie w martwym punkcie. W urzędzie, jak za dotknięciem cudownej różdżki, otworzyły się wszystkie wrota. Dokumenty miałem w ręku. Wszelki trud wynagradzało też zadowolenie klienta z progresu w jego sprawie.

Tak więc rzeczywistość bywa także nie mniej ciekawa, jak w tych wszystkich serialach, jednakże bywają długie okresy, gdy nie byłoby co pokazywać. A kwestie finansowe i rozliczenia z klientami, to już wogóle warto pominąć, bo to temat iście frustrujący. Zapewne zresztą właśnie dlatego, że ci klienci oglądali te seriale i mają zupełnie fałszywe przekonanie o tym, że prawnicy to przecież pieniądze już mają.

Tekst ten na pewno warto jednak zaadresować do młodych ludzi, oglądających tytułowe seriale, bowiem (nie wymądrzając się) można im doradzić, by nie kierowali się tym, co widzą na ekranie przy podejmowaniu decyzji o swojej przyszłości.

O AUTORZE

Sebastian Kamiński - adwokat
Kancelaria Adwokacka Nasz Prawnik
ul. Panny Marii 3/5, 87-100 Toruń
NIP: 9561311446
tel.: 605 368 905
https://prawnik.torun.pl

Komentarze
Thank you! Your message has been sent.
Unable to send your message. Please fix errors then try again.